Praca w czasach zarazy

Jest prawie koniec maja 2020 roku. Nie wiem, kiedy czytasz ten tekst. Być może (i mam nadzieję!) pandemia dawno już za nami. Ale dzisiaj… Dzisiaj nadal trwa i wpływa na nasze życie na każdej jego płaszczyźnie.

Jeszcze w marcu perspektywa, że sytuacja kryzysowa potrwa aż tyle, przerażała mnie kompletnie i nie umiałam sobie tego wyobrazić. A tymczasem, mijają prawie trzy miesiące…

Jak osiągnąć równowagę?

Po tylu tygodniach izolacji osiągnęłam stan pewnej rutyny i spokoju w niektórych obszarach życia. Wypracowałam kilka nawyków i zasad, które pozwalają mi dość dobrze funkcjonować w zaistniałej rzeczywistości i dają poczucie, że dam radę jeszcze trochę tak pociągnąć. Myślę, że te #dobrepraktyki wejdą mi w nawyk i będą towarzyszyć na zasadzie stylu życiu, a nie tylko w reakcji na kryzys.

Selekcja informacji i bodźców

Żeby się nie bać i nie wpędzać w poczucie winy. Wiadomości ze świata oglądam raz dziennie i tylko tygodniu, żeby wiedzieć co się dzieje, ale nie wkręcić się w cyrk i nie dać zassać rzeczom, które mnie wk.. po prostu. Tak. Chodzi o wybory. Wyciszyłam też wszystkie podcasty, live’y i newslettery. Nie oglądam kawy z Budzyńską i nie słucham Marka Jankowskiego. Bo chociaż ich uwielbiam, to słuchanie tych treści budzi we mnie gigantyczną frustrację i poczucie winy, że robię za mało.

Ustalony rytm dnia i tygodnia

Wstajemy o określonej porze, posiłki mamy o mniej więcej stałych godzinach. Rytm tygodnia różni się od rytmu weekendowego. Miałam pokusę, żeby przerzucić część swojej pracy na sobotę i niedzielę, kiedy mój Szanowny Małżonek nie pracuje i mógłby ogarniać Mikroorganizmy. Na szczęście tego nie zrobiłam, bo to oznaczałoby, że nie mam ani jednego dnia na odpoczynek.

Ograniczona liczba projektów

W stosunku do tego jak pracuję normalnie (wielowątkowo), ilość tematów, którymi się zajmuję skurczyła się dramatycznie, bo do dwóch. Tyle jestem w stanie ogarnąć w ograniczonym czasie na pracę, który mam o poranku i czasem w ciągu dnia. Zdarza się, że słyszę w głowie krytyczny głos, że się lenię i że mogłabym się bardziej starać. Ale wtedy wystarczy podsumować fakty, żeby się zamknął. Dzień ma ograniczoną liczbę godzin. A jeśli mam wybierać zero jedynkowo o kogo dobrostan zadbać – dzieci czy firmy, to to nawet nie jest żaden wybór, tylko jasna sprawa.

Czas na zabawę

Moją zabawę i mój relaks. Czytam książki zupełnie nie mądre. Gram w gry, bo lubię. Bawię się w kuchni i na nowo odkrywam, że gotowanie i pieczenie sprawia mi mnóstwo frajdy. Śpiewam nie tylko pod prysznicem. Coraz bardziej serio zastanawiam się nad wykopaniem z piwnicy swojej gitary… Utrzymuję rytuał porannej kawy.

Wyrozumiałość

Dla innych, że nie zawsze dają radę. Albo właśnie pokazują, że ją dają ZAWSZE. Że są w moim odczuciu nieracjonalni. Albo nieostrożni. Albo zbyt nerwowi… No jednym słowem, nie tacy jakbym chciała :D Staram się być też wyrozumiała dla siebie i nie oczekiwać, że będę turbo super hiper kobietą-rakietą. Nigdy taka nie byłam. Teraz też nie jestem. I to jest OK.

Jeden dzień na raz

Podjęłam decyzję o tym, jak będę teraz działać. I w biznesie, i w domu. Wyznaczyłam kierunki, takie punkty docelowe. A potem przestałam to rozkminiać i rozkładać na części pierwsze. Po prostu każdego dnia idę tyle, ile dam radę. Jak pozwolą okoliczności, bliscy, moje zdrowie. Biorę na klatę tylko jeden dzień. I myślę o tym, jak go dobrze przeżyć. Jak wykonać najmniejszy możliwy krok. Jeden. Nie zaglądam w przyszłość, bo nie mam pojęcia jak będzie wyglądać. Nie skupiam się na tym czego nie wiem. Tylko na tym co jest tu i teraz. A to się okazuje być bardzo fajne częściej niż przypuszczałam – chichot Mikroorganizmów i ich rozważania nad tym, co robi kot sąsiadów, zapach domowego chleba. Mam dobre życie. Chcę to doceniać.

W zdrowym ciele…

Jest jeszcze jedna sprawa, której sama nie praktykuję systematycznie, bo jestem patentowanym kanapowcem. Ale nie trzeba mnie przekonywać, że warto i że działa. I ciągle sobie tłumaczę, że zacznę od jutra :) Mam oczywiście na myśli ruch. Okazuje się, że wystarczy kawałek podłogi i dostęp do internetu, żeby zdrowo pokicać. Albo pojogować. Nie tylko dla ciała, ale też dla ducha.

Jedno zmartwienie

Ola z naszej mastermindowej społeczności dodaje jeszcze jedną wartościową praktykę: „Dodałam sobie jeszcze zasadę, że “Martwię się tylko jedną rzeczą na raz”. Jak już rano przypalę owsiankę albo poczytam o Covidzie to już mam limit martwienia na dzień wyczerpany! :D” I ja to podejście kupuję! Problemów jest wiele, a informacji służących do ich rozwiązania – brakuje. Łatwo wpaść w pułapkę zadręczania się, a naprawdę nie wiadomo jak długo potrwa obecny stan i jak będziemy funkcjonować w świecie „PO”.

Jestem osobą, która lubi brać sprawy w swoje ręce i działać. Szczególnie w kryzysie uaktywnia się we mnie tryb Automatycznego Ratowania Sytuacji. Emocje idą w kąt, a stery przejmuje Racjonalna Głowa. Ten tryb bardzo mi pomógł w pierwszym tygodniu pandemii, ale niestety zupełnie nie sprawdziłby się w dłuższej perspektywie. Odcięcie się od własnych emocji, to na dłuższą metę kiepski pomysł. Dlatego właśnie od samego początku zaczęłam pracować nad nowym systemem działania, żeby zamiast doświadczenia ciągłego kryzysu, postrzegać rzeczywistość jako nową sytuację. Dzięki temu nie jest może łatwo, ale na pewno łatwiej…

Jeśli podoba Ci się ten artykuł – skomentuj i udostępnij. Będzie mi miło!

Dodaj komentarz